Fot. zdjęcie podglądowe

Kiedy do dyżurnego gorzowskiej jednostki dotarła informacja o prawdopodobnym gwałcie kobiety, na miejscu szybko pojawiły się policyjne patrole. Niezbędne było siłowe wejście do mieszkania, które wskazał zgłaszający a jednocześnie właściciel.

Gorzowskie służby otrzymały we wtorek, 27.10.2020 r., informację o tym, że w jednym z mieszkań przy ulicy Piłsudskiego ma być gwałcona kobieta. Zgłaszający twierdził, że jest ona w środku i otworzy drzwi tylko w obecności policjantów.

Już po chwili na miejscu były policyjne patrole. Do zgłaszającego 34-latka miała przyjść mężczyzna wraz z kobietą. Właściciel musiał na chwilę wyjść, a kiedy wrócił słyszał wołanie o pomoc kobiety. Kiedy w klatce schodowej byli policjanci, panowała cisza.

Policjanci zebrali informacje od sąsiadów, którzy nie potwierdzali żadnych hałasów. Zgłaszający jednak na miejscu cały czas przekonywał, że w jego mieszkaniu miało dojść do gwałtu i jest tam potrzebująca pomocy kobieta.

Policjanci podjęli decyzję, by na miejsce wezwać strażaków i z ich pomocą wejść do środka. Kiedy funkcjonariusze weszli do mieszkania, spotkało ich niemałe zaskoczenie. Panował porządek, nie było żadnych śladów i nic nie wskazywało, by doszło do przestępstwa. W mieszkaniu nie było także żadnej osoby.

Funkcjonariusze zaskoczeni takim obrotem sprawy zaczęli po raz kolejny rozmawiać z 34-letnim zgłaszającym. Nie potrafił logicznie wytłumaczyć, dlaczego wezwał służby. Cała historia okazała się zmyślona.

Policjanci domyślali się jednak, ze właściciel mógł zgubić klucze lub miał problem z zamkiem. 34-latek przyznał w rozmowie z funkcjonariuszami, że w przeszłości musiał już swój zamek rozwiercać.

W tym przypadku na pewno taniej wyszłoby jednak wezwać odpowiedniego specjalistę. Mężczyzna za bezpodstawne wezwanie służb został ukarany mandatem w wysokości 500 złotych.

Źródło: policja.pl

Przeczytaj również: