blank
Dieter Przewdzing

Każdy, kto parał się choć trochę polityką wie, że łaska wyborców na pstrym koniu jeździ. Zdobycie władzy i jej utrzymywanie jest zadaniem niezwykle trudnym, zwłaszcza dzisiaj, w dobie tak szerokiego przepływu rozmaitych informacji. Często zdarza się, że po jednej zaledwie kadencji polityk jest już na tyle wypalony (a nierzadko również skompromitowany), że pierwszy okres urzędowania staje się jednocześnie ostatnim. Zdarza się jednak tak, że włodarz utrzymuje swoją pozycję przez kilkanaście lat. Tak było w przypadku bohatera dzisiejszej historii.

Dieter Przewdzing urodził się 24 lutego 1944 r. we wsi Annengrund na Opolszczyźnie (dzisiejsze Rozwady pow. krapkowickiego). Miał korzenie niemieckie, jednak po wojnie jego rodzina zdecydowała się pozostać na Śląsku Opolskim. W latach 70-tych pracował w jednym z kozielskich przedsiębiorstw państwowych, jednak odszedł z tej placówki, zniesmaczony panującymi tam porządkami. W 1975 r. objął stanowisko sekretarza gminy Zdzieszowice, a rok później został mianowany naczelnikiem tej gminy.* Restytucja samorządu terytorialnego, która nastąpiła w maju 1990 r. doprowadziła do tego, że włodarz gminy nazywany był burmistrzem, a nie naczelnikiem. Nie zmieniła się jednak osoba piastuna tego godności, był nim nadal Przewdzing. Co 4 lata wybierano go na to najważniejsze w gminie stanowisko. Pierwotnie dokonywała tego rada miejska, a od 2002 r. ogół mieszkańców. W pierwszych powszechnych wyborach uzyskał poparcie 55,09% głosujących, w 2006 r. 51,08%, a w 2010 r. 44,64% i 53,78% (odpowiednio I i II tura). W 2001 r. bezskutecznie ubiegał się o mandat senatora, a w 2007 r. kandydował do Sejmu. Mimo, że w latach peerelowskich był członkiem PZPR, to po upadku komuny nie wiązał się z żadną partią polityczną, sympatyzował jednak z Mniejszością Niemiecką. Znajomi wspominali, że ludzi dzielił na dwie kategorie: porządnych i szuje. Był bardzo aktywny w pozyskiwaniu inwestorów, skutecznie walczył z bezrobociem w swojej gminie, podnosił warunki życia. To oczywiście przekładało się na warunki materialne zdzieszowickiego samorządu, a w konsekwencji na wyborcze wyniki samego Przewdzinga.

Głośno o opolskim samorządowcu zrobiło się w 2013 r., kiedy zbulwersowany przenoszeniem siedzib firm do Warszawy (wraz z siedzibami zniknęły również wpływy z podatków) zaproponował autonomię gospodarczą Śląska i Opolszczyzny. Pomysł ten spotkał się z szeroką krytyką społeczną, zwłaszcza ze strony polityków prawicy. Domagano się nawet złożenia Przewdzinga z urzędu burmistrza, co jednak nie nastąpiło.

18 lutego 2014 r. przypadał we wtorek. Rano, jak co dzień, burmistrz pojawił się w ratuszu. Przed południem odwiedził też swojego znajomego - proboszcza parafii w Rozwadzy. Jak wspominał dziennikarzom ks. Józef Jureczek, Dieter Przewdzing był wówczas pełen energii, opowiadał o sprawach, które musi załatwić w najbliższych dniach, gdyż niedługo przypadała 70 rocznica jego urodzin. Późnym popołudniem odwiedził w domu swoją zastępczynię - wiceburmistrz Sybillę Zimerman. Było to ok. godziny 17. Godzinę później był widziany przez mieszkańców wsi Krępna, w której znajdował się jego podmiejski dom. Polityk zwoził drzewo z lasu. Policja ustaliła, że o godz. 18:38 burmistrz zadzwonił do swojego znajomego, pytając o numer telefonu do muzyka, którego występ był jednym z elementów urodzinowej uroczystości. Znajomy nie miał go pod ręką, obiecał za chwilę oddzwonić. Próbował połączyć się z Przewdzingiem o 18:50 i 19:12, jednak burmistrz nie odbierał. Mniej więcej w tym samym czasie z samorządowcem próbował się połączyć jeden z pracowników zdzieszowickiego magistratu, bezskutecznie.

Ok. 20 na działce Dietera Przewdzinga pojawił się kolejny znajomy - mieszkaniec Katowic. Na terenie zabudowań przerażony katowiczanin ujawnił ciało burmistrza, leżące w kałuży krwi. Natychmiast podjął próbę reanimacji oraz zawiadomił odpowiednie służby. Niestety, pomoc nie odniosła skutku, a przybyły do Krępnej lekarz mógł tylko wystawić kartę zgonu. Opolska policja pod nadzorem Prokuratury Okręgowej podjęła śledztwo w sprawie tego zabójstwa. Z uwagi na dobro śledztwa do wiadomości publicznej nie ujawniono zbyt wielu szczegółów, jednak jak nieoficjalnie udało mi się ustalić, przyczyną zgonu było poderżnięcie gardła. Rozmiar obrażeń i brutalność działania sprawcy bądź sprawców tej zbrodni raczej wykluczają przypadkowy jej charakter. Denat sprawował swój urząd od ponad trzydziestu lat, żył skromnie, więc w czyjejś głowie mogło zrodzić się podejrzenie wielkiego majątku, ukrytego w podmiejskim domu. Należy jednak zwrócić uwagę, że zarówno Przewdzing, jak i jego zwyczaje były powszechnie znane i żaden racjonalnie myślący złodziej nie ryzykowałby "akcji" w obecności burmistrza wiedząc, że za kilkadziesiąt minut odjedzie on do swojego mieszkania w Zdzieszowicach.

Oszczędne wypowiedzi przedstawicieli policji i prokuratury spowodowały powstanie wielu hipotez. Być może zbrodnia ma charakter mordu politycznego. Mógłby to być odwet środowisk nacjonalistycznych za stanowisko Przewdzinga dotyczące gospodarczej autonomii ziem śląskich. Przygotowując niniejszą publikację, niżej podpisany dotarł również do nader śmiałej hipotezy, że za tym morderstwem stoją niemieckie służby wywiadowcze. Mniejszość Niemiecka poprosiła o Prokuratora Generalnego o objęcie sprawy szczególnym nadzorem.

Śmierć Burmistrza napełniła smutkiem całą zdzieszowicką społeczność. W ratuszu wyłożona została księga kondolencyjna. W pogrzebie zmarłego samorządowca, który odbył się w sobotę, 22 lutego, na cmentarzu we wsi Żyrowa. Zgromadził kilka tysięcy osób. W marcu 2014 r. Prezes Rady Ministrów powołał Sybilę Zimerman na tzw. komisarza gminy.

Za kilka dni minie pierwsza rocznica zbrodni. Do dziś nie wiemy, kto stoi za tą sadystyczną zbrodnią.

Śledztwo trwa...

Fotografia przedstawia miejsce, upamiętniające śp. Burmistrza, przygotowane przez pracowników zdzieszowickiego magistratu (zdjęcie pochodzi ze strony internetowej UM w Zdzieszowicach).

Sprawa sygn. akt V Ds 15/14  Prokuratury Okręgowej w Opolu.

* W okresie PRL-u władzę w jednostkach terenowych (nie było wówczas samorządu terytorialnego) sprawowali naczelnicy gmin/dzielnic/miast lub prezydenci. Naczelnicy byli mianowani przez wojewodę, natomiast prezydenci miast przez Prezesa Rady Ministrów. Ten stan utrzymał się aż do 1990 r.

Hubert R. Kordos
Bez przedawnienia

Przeczytaj również: