blank

Kilka dni temu miało miejsce aresztowanie matrymonialnej oszustki, która wyłudziła znaczną sumę pieniędzy od swojego "narzeczonego" i jego matki. Po tej publikacji odezwała się do nas emerytka Maria H.(nazwisko do wiadomości redakcji) z podobnym problemem. Tym razem jednak oszust matrymonialny, który rozkochał w sobie i oszukał Panią Marię, kontaktował się jedynie za pomocą internetu. 

W maju ubiegłego roku Pani Maria poznała swojego oprawcę za pomocą portalu społecznościowego Facebook. Znajomość naszej tytułowej bohaterki rozwijała się bardzo spokojnie, aż do października 2016 r. Mężczyzna rozkochiwał ją w sobie, budował relacje, chciał do niej przyjechać, lecz pewnego dnia syn mężczyzny trafił do szpitala. Od tego momentu rozpoczął się koszmar Pani Marii.

Pani Maria pierwszą kwotę przekazała na rzecz operacji syna mężczyzny. Nicolas tłumacząc, że jest poza zasięgiem, nie ma możliwości uregulowania wpłaty za pobyt syna w szpitalu. Nicolas tłumaczył, że przekaże kobiecie sumę pieniędzy, jeśli ona wpłaci potrzebną kwotę na uzyskanie kodu dostępu do odbioru przesyłki dyplomatycznej, którą pieniądze miały być jej przekazane. Przesyłka ta została rzekomo zatrzymana na terenie Grecji. Mężczyzna natychmiast udał się tam w celu wyjaśnienia sprawy. Na miejscu usłyszał zarzut prania brudnych pieniędzy i poinformował kobietę, że został zatrzymany przez organy ścigania. Podczas pobytu w areszcie wciąż utrzymywał z kobietą kontakt internetowy, co nie wzbudziło jej podejrzeń.

Z Panią Marią skontaktowała się, drogą e-mailową, Policja z Grecji informując, aby jej wirtualny narzeczony opuścił mury aresztu, musi ona zapłacić kaucję w wysokości 17 tysięcy euro. Kobieta bez zastanowienia udała się do banku po kredyt oraz zapożyczyła się u znajomych, by tylko wyciągnąć swojego ukochanego z celi. Pani Maria była na tyle zauroczona mężczyzną, że ufała we wszystko co do niej mówi. Rodzina ani bliscy znajomi nie mieli pojęcia o nadchodzących kłopotach kobiety. Mimo obietnic ze strony Nicolasa o zwrocie pieniędzy, on jednak wymyślał kolejne historie wyłudzając kolejne kwoty.

Maria łącznie przekazała oszustowi około 40 tysięcy euro. Prawdziwe problemy zaczęły się, gdy pożyczkodawcy upomnieli się o zwrot pieniędzy, a ona nie miała z czego oddać, wszystkie swoje oszczędności przekazała Nicolasowi. Prawie całą jej emeryturę pobierał bank na spłatę zaległości. Kobieta przejrzała w końcu na oczy kiedy było już za późno, a ona sama zaczęła tonąć w długach. Zgłosiła sprawę na policję, lecz z braku wystarczających dowodów nie udało się ustalić sprawcy. Sprawa została umorzona.

Dla uwiarygodnienia sprawca przesłał Marii zdjęcie swojego belgijskiego dowodu osobistego. Na pierwszy rzut oka widać było, że dokument jest fałszywy. Zapatrzona w oszusta emerytka nie widziała błędów widocznych na dowodzie. Kwoty, które przekazywała za każdym razem trafiały do innego kraju. Znacznie utrudniło to wytypowanie miejsca pobytu podejrzanego mężczyzny i może wskazywać, że jest to cała sieć powiązanych ze sobą osób.

Na powyższym przykładzie możemy zauważyć jak łatwo jest zdobyć zaufanie niczego nie świadomej i nie podejrzewającej osoby, korzystając jedynie ze środków komunikacji internetowej.

Niech ta historia Pani Marii, borykającej się z co raz większymi kłopotami finansowymi, będzie dla wszystkich przestrogą, by nie zawierać zbyt szybko przyjaźni internetowych, bo każdy z nas może paść ofiarą oszustwa.

Przeczytaj również: